Kolejny "pościk" w moim wykonaniu ;)
Nov. 16th, 2007 06:48 pm Wczoraj obejrzałam sobie "Ojca Chrzestnego". A jako że książkę również niedawno przeczytałam, pozwolę sobie pozachwycać się nad obiema wersjami i porównać je odrobinę. W miarę bezspoilerowo (w miarę możliwości;). ^^
Generalnie rzecz biorąc, film ten należy do jednej z lepszych adaptacji, daje też "dość" dobre wyobrażenie o pierwowzorze (a że ten należy do wyjątkowo ciekawych...;). W sumie nic dziwnego - w koncu sam Mario Puzo był współautorem scenariusza.
Mimo to jednak uważam, że do pełnego zrozumienia historii (i pojęcia, jak bardzo jest świetna;), warto, a może raczej powinno się, przeczytać książkę.
Na chemii była klasówka i poszła mi całkiem nieźle, dzień zleciał nawet szybko, choć i tak za wolno jak na moje zapotrzebowanie. ;) Na wf-ie była siatkówka. Gdybym nie kochała tak tego sportu może gra aprawiałaby mi większą radość. A tak na tej mikroskopijnej hali (niegodnej tego miana), ze śmiesznie niskim sufitem i osobami, któe nie do końca umieją grać, to nie było to. W sumie, żeby być szczerą, to powiem, że na początku jeszcze było nieźle, ale 2 godziny katowania mojej ulubionej dyscypliny zaczęło mnie wreszcie męczyć. ;)
Powrót ze szkoły był dziś na sardynkę. Czyli mniej niż 25 cm kwadratowych na osobę. Naprawdę mogliby podsyłać większe autobusy o tej porze, kiedy większość uczniów z przeróżnych szkół kończy lekcje. Ale to pewnie za wielki wysiłek... Eh. XD Dobra, koniec narzekania. ;)
Generalnie rzecz biorąc, film ten należy do jednej z lepszych adaptacji, daje też "dość" dobre wyobrażenie o pierwowzorze (a że ten należy do wyjątkowo ciekawych...;). W sumie nic dziwnego - w koncu sam Mario Puzo był współautorem scenariusza.
Mimo to jednak uważam, że do pełnego zrozumienia historii (i pojęcia, jak bardzo jest świetna;), warto, a może raczej powinno się, przeczytać książkę.
Jak długi jest ten film, wie chyba każdy (a jeśli nie to wspomnę tylko że DŁUGI). Jednak, z tego co zdążyłam zauważyć, w ekranizacji otrzymujemy głównie same konkluzje. Natomiast w książce... w książce widzimy całość - jak poszczególni bohaterowie dochodzą do swoich wniosków, dowiadujemy się także, jak np. doszło do tego, że Michealowi towarzyszy ta a nie inna osoba i kim ona jest, czy też dlaczego akurat ta osoba siedzi w samochodzie za Gatto (i kim był, do chlery, ten cały Gatto, o którym mówię;) - bo to wszystko nie bierze się znikąd, większość tych wszystkich malutkich szczególików, na które w filmie rzuca się jedynie okiem, w powieści ma jakąś przyczynę. Trudno zresztą spodziewać się czegoś innego po mafii, czyż nie? ;)
Także samych bohaterów - zarówno tych głównych, jak i postaci mniej eksponowane - poznajemy lepiej. Otrzymujemy okazję do wglądu w ich głowę, przedstawiony zostaje nam ich tok myślenia, a także po prostu ich charaktery, przeszłość. A mimo iż taka dokładność może wydawać się (po przeczytaniu moich słów XD) lekko przerażająca, to naprawdę jest raczej zachwycająca i czyni książkę baardzo wciągającą. ;)
Teraz garść moich refleksji w stosunku do konkretnych postaci. ;)
Micheal - powiem krótko - kocham, po prostu kocham Micheala. Jest takim cudownym, zimnym, dwulicowym draniem. *^^* (Inna sprawa, że w rzeczywistości człowieka takiego pokroju omijałabym naprawdę szerokim łukiem;). Do tego powierzchowność młodego, przystojnego jeszcze Ala Pacino, wcale mu nie szkodzi...;). A jak już jestem przy Pacino - świetna, przekonująca kreacja, do tego zgodna z pierwowzorem - cóż więcej można by chcieć?
Don Vito - Brando również był w tej roli świetny. A jego akcent - cudo. Doskonale oddana postać.
Santino - tu już mam troszkę zastrzeżeń. Nie chodzi nawet o to, że aktor zagrał źle. Bo nie zagrał. Tylko że w książce Sonny przedstawiany jest jako dość duży facet. Naprawdę duży. Podejrzewam, że dałoby się znaleźć aktora bardziej przypominającego go posturą. No i mimo wszystko, w filmie mógłby być troszkę bardziej porywczy. ;)
Fredo - z wyglądu podczas lektury miałam przed oczami zupełnie inną postać, ale to w sumie mi nie przeszkadza, bo w adaptacji Fredo jest dokładnie takim lekko zahukanym pierdołą, jakim powinien być. ;)
No i Tom Hagen - przepadam za takimi typami postaci (zwłaszcza jeśli są płci męskiej;). A że Robert Duvall dobrze grał i był przystojny, to się nie czepiam. XD ;)
Ostatnia scena z filmu - robi niesamowite wrażenie. W książce nawet większe. No i Vito mówiący, jak przesądnym człowiekiem to on jest - to trzeba zobaczyć. ^^
Bah, to by było na tyle mojego eseju czy co to tam mi z tego wyszło. ;)
Teraz jeszcze tylko kilka słów o dniu ogólnie i już nie męczę Was dłużej. ;3
Także samych bohaterów - zarówno tych głównych, jak i postaci mniej eksponowane - poznajemy lepiej. Otrzymujemy okazję do wglądu w ich głowę, przedstawiony zostaje nam ich tok myślenia, a także po prostu ich charaktery, przeszłość. A mimo iż taka dokładność może wydawać się (po przeczytaniu moich słów XD) lekko przerażająca, to naprawdę jest raczej zachwycająca i czyni książkę baardzo wciągającą. ;)
Teraz garść moich refleksji w stosunku do konkretnych postaci. ;)
Micheal - powiem krótko - kocham, po prostu kocham Micheala. Jest takim cudownym, zimnym, dwulicowym draniem. *^^* (Inna sprawa, że w rzeczywistości człowieka takiego pokroju omijałabym naprawdę szerokim łukiem;). Do tego powierzchowność młodego, przystojnego jeszcze Ala Pacino, wcale mu nie szkodzi...;). A jak już jestem przy Pacino - świetna, przekonująca kreacja, do tego zgodna z pierwowzorem - cóż więcej można by chcieć?
Don Vito - Brando również był w tej roli świetny. A jego akcent - cudo. Doskonale oddana postać.
Santino - tu już mam troszkę zastrzeżeń. Nie chodzi nawet o to, że aktor zagrał źle. Bo nie zagrał. Tylko że w książce Sonny przedstawiany jest jako dość duży facet. Naprawdę duży. Podejrzewam, że dałoby się znaleźć aktora bardziej przypominającego go posturą. No i mimo wszystko, w filmie mógłby być troszkę bardziej porywczy. ;)
Fredo - z wyglądu podczas lektury miałam przed oczami zupełnie inną postać, ale to w sumie mi nie przeszkadza, bo w adaptacji Fredo jest dokładnie takim lekko zahukanym pierdołą, jakim powinien być. ;)
No i Tom Hagen - przepadam za takimi typami postaci (zwłaszcza jeśli są płci męskiej;). A że Robert Duvall dobrze grał i był przystojny, to się nie czepiam. XD ;)
Ostatnia scena z filmu - robi niesamowite wrażenie. W książce nawet większe. No i Vito mówiący, jak przesądnym człowiekiem to on jest - to trzeba zobaczyć. ^^
Bah, to by było na tyle mojego eseju czy co to tam mi z tego wyszło. ;)
Teraz jeszcze tylko kilka słów o dniu ogólnie i już nie męczę Was dłużej. ;3
Na chemii była klasówka i poszła mi całkiem nieźle, dzień zleciał nawet szybko, choć i tak za wolno jak na moje zapotrzebowanie. ;) Na wf-ie była siatkówka. Gdybym nie kochała tak tego sportu może gra aprawiałaby mi większą radość. A tak na tej mikroskopijnej hali (niegodnej tego miana), ze śmiesznie niskim sufitem i osobami, któe nie do końca umieją grać, to nie było to. W sumie, żeby być szczerą, to powiem, że na początku jeszcze było nieźle, ale 2 godziny katowania mojej ulubionej dyscypliny zaczęło mnie wreszcie męczyć. ;)
Powrót ze szkoły był dziś na sardynkę. Czyli mniej niż 25 cm kwadratowych na osobę. Naprawdę mogliby podsyłać większe autobusy o tej porze, kiedy większość uczniów z przeróżnych szkół kończy lekcje. Ale to pewnie za wielki wysiłek... Eh. XD Dobra, koniec narzekania. ;)
no subject
Date: 2007-11-19 07:44 pm (UTC)Bardzo dziękuję za te słowa. Naprawdę sprawiają przyjemność :)
Oj tam, poprawisz swoją trójeczkę w przyszłości. Nie bój żaby ;]
182 cm O_O; (nie potrafię inaczej zareagować)
3 kilometry, łojojoj. Nieźle... a więc rozumiesz jak to jest. Mój ojciec natomiast niespecjalnie lubi oglądać TV, well.
Ohoho! Jak miło usłyszeć, że kolejnej osobie się ta OAVka tak bardzo spodobała. Słyszałam bardzo malutko złych opinii na jej temat. Ależ się cieszę ^^ I Gundama zaczęłaś! Kurczę, co za szczęście ;) LOCKON <3
Mój numer to absolutnie żadna tajemnica - 2026504 ^^
no subject
Date: 2007-11-20 06:25 pm (UTC)182 to wcale nie tak dużo. ^^ A Tyś wcale nie wiele niższa. ;)
A mój kocha. No i w sumie mi to byłaby rybka, gdyby nie to, że u taty telewizor musi RYCZEĆ. A to jest już irytujące. ;) XD
^^ Teraz będę zdychać za następnym epem (i kolejną porcję nie-tak-znów-przystojnego-Kuro-samy XD).
Ano Gundama zaczęłam. ^^ Prawie spadłam z krzesła, kiedy usłyszałam głos Terii (czy jak mu tam). Zanim się nie odezwał, byłam pewna, że to stuprocentowa kobieta. XD
To niedługo spróbuję Cię złapać. ^^ Mój nr to 9912659.:)